„To był zwykły przypadek” to kameralny thriller moralny, w którym punkt wyjścia jest banalny, a konsekwencje okazują się dalekosiężne. Wieczorna awaria samochodu zmusza małżeństwo z kilkuletnią córką do zatrzymania się w warsztacie. Sytuacja wygląda rutynowo, dopóki jeden z pracowników, Vahid, nie rozpoznaje w kliencie człowieka ze swojej przeszłości. To były komisarz policji, który podczas antyrządowych protestów brał udział w brutalnych przesłuchaniach. Vahid do dziś nosi ich fizyczne ślady. Utyka, zmaga się z bólem pleców i uszkodzonymi nerkami. Trauma nie jest wspomnieniem, lecz codziennością. Spotkanie twarzą w twarz z dawnym oprawcą burzy kruchą równowagę, jaką udało mu się odbudować.
Film nie idzie w stronę prostego kina zemsty. Zamiast tego skupia się na napięciu między deklarowaną łagodnością a narastającą wściekłością. Czy człowiek, który uważa się za niezdolnego do przemocy, potrafi oprzeć się pokusie odwetu, gdy los podsuwa mu okazję? „To był zwykły przypadek” pokazuje, że granica między ofiarą a kimś, kto chce wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę, bywa cienka i nieoczywista.